MENU
  • TOP 10 STANLEYA: Podsumowanie muzyczne 2016 (ŚWIAT)

    Grudzień 23, 2016 5:36 pm Dodał stanley

    Jak wiadomo wszelakie zestawienia rządzą się swoimi prawami, więc i tym razem przydałoby się kilka słów wstępu, coby nie było, że jestem jakimś wielkim ignorantem zamkniętym w swoim małym metalowym światku. Początek roku przyniósł nam ostatni album Dawida Bowie „Blackstar”, który, co tu dużo mówić, jest pozycją wyjątkową w jego dorobku, taką można śmiało stwierdzić, ostateczną, naznaczoną świadomością odchodzenia. W tym roku odszedł też Leonard Cohen, który także pozostawił po sobie album bardzo sugestywny i świadomy, artysta zwykł mawiać, że jest przygotowany i robi swoje póki może. Jeśli o mainstreamową muzę chodzi to zdecydowanie podobały mi się nowe albumy Radiohead Red Hot Chili Peppers, widać, że obie grupy wciąż szukają nowych form wyrazu co zostało należycie docenione przez fanów.

    metallica-2016[1]

    Nie załapali się do mojej dyszki, ale nagrali bardzo dobry album „Hardwired… To Self-Destruct”.

    Ten rok w dużej mierze należał do kapel z tak zwanej Wielkiej Czwórki Thrash Metalu, bardzo dobrymi krążkami popisały się grupy Anthrax Megadeth, choć oczy całego świata były zwrócone ku powracającej z wielkim pierdolnięciem Metallicy (teledyski do wszystkich utworów, mają rozmach!). Zaatakował też band, o którym mówi się, że Metę dawno z tej Czwórki wygryzł i mowa tu oczywiście o grupie Testament i porywającym „The Brotherhood of The Snake”. Objawieniem roku w temacie technicznego łomotu był niewątpliwie Vektor, który udowodnił, że w parze z biegłością instrumentalną po prostu musi iść czysty feeling. Za to panowie z Nails nie pierdolili się w tańcu i pokazali, że bycie w dużej wytwórni nie spiłowało im pazurów. Do swoich black metalowych korzeni powrócił Darkthrone, natomiast death metalowe chorągwie dzierżyły grupy takie jak Aborted, Obscura Gorguts. Jeśli o bardziej przystępne granie chodzi to bardzo dobre krążki wydały też grupy Lacuna Coil, Devin Townsend Project, Dark Tranquillity, Avenged Sevenfold, Killswitch Engage, Ghost, Heaven Shall Burn, Textures, czy Oceans of Slumber. Oddzielne wspomnienie należy się jeszcze trzem wyjątkowym w moim mniemaniu bandom a mianowicie Anaal Nathrakh za soniczny rozpierdol na najwyższych obrotach (kurczę, oni nigdy nie schodzą poniżej pewnego poziomu) i Oranssi Pazuzu za bardzo odważne eksperymentowanie z black metalową materią. Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć eterycznych panów z grupy Alcest, do której w końcu się przekonałem. I to by było tyle słowem wstępu. Działo się tyle, że i tak nie jestem o wszystkim wspomnieć i jakiejś grupy nie pominąć…

    A teraz pora na specjalne wyróżnienie!

    JRock247-BABYMETAL-Warner-Brother-Animated-Series-announce1[1]

    Zanim przejdziemy do mojej personalnej dziesiątki najlepszych krążków tego roku to chciałbym przyznać symbolicznego Złotego Rylca grupie BABYMETAL za krążek „Metal Resistance”, to zdecydowanie najzabawniejsza płyta z ciężką muzyką w tym roku. I to znakomicie zagraną muzyką! Takie zespoły tylko w Japonii…

    10 NAJLEPSZYCH ALBUMÓW 2016 ROKU WEDŁUG STANLEYA 

    10.OPETH – Sorceress. Z ostatnimi dwoma albumami Opeth było mi jakoś niespecjalnie po drodze, ale najnowszy ma w sobie coś z deczka odmiennego. Bardziej posępny klimat, więcej niepokojących melodii, choć wielkiej rewolucji Mikael i koledzy nie przeprowadzili, a i nie pojawiły się żadne sygnały by mili wrócić do progresywnego death metalu. Tytułowy kawałek to jest miód na moje uszy. Grupa w świetnej formie.

    9.KATATONIA – The Fall Of Hearts. Katatonia właściwie od ładnych kilku albumów zupełnie nie ewoluuje, ale ja się tym nie przejmuję, bo wystarczy, że opierają swoje numery o te smutaśne melodie i melancholijne teksty Jonasa. Było mi dane widzieć ich w tym roku na żywo i wciąż potrafią przyłożyć aż miło. Długo się nie mogłem przekonać do tego albumu, ale kiedy w końcu mnie olśniło, to stało się pewne, że pojawi się w podsumowaniu.

    8.NEUROSIS – Fires Within Fires. Post metal i post rock już nie są tak ekscytujące jak kiedyś, nie znaczy to jednak, że zespoły, które kładły pod niego podwaliny nie tworzą już albumów, które wywalają z kapci. Neurosis wciąż tworzy albumy, których słucha się z szeroko otwartą gębą i ciarkami na całym ciele. Jeden z tych zespołów, którego odkrycie zrobiło niemałą rewolucję w moim muzycznym światku.

    7.MESHUGGAH – The Violent Sleep Of Reason. Mam wrażenie, że ten krążek jest bardziej nieprzystępny niż poprzednie dwa. Na „ObZen” i „Koloss” było jakby więcej chwytliwego groove, na „The Violent Sleep Of Reason” jest więcej wkurwienia, gruzu i mielenia kości w zdecydowanie bezkompromisowy sposób. Sporo osób porównuje ten krążek do „Chaosphere” i coś w tym jest. Apokaliptyczna muzyka na apokaliptyczne czasy.


    6.THE DILLINGER ESCAPE PLAN – Dissociation. || THE BLACK QUEEN – Fever Daydream. Postanowiłem umieścić na tej samej pozycji dwa krążki, w które zaangażowany jest jeden z najwszechstronniejszych krzykaczy na scenie metalowej, czy może po prostu rockowej – Greg Puciato. Nowy, pożegnalny album TDEP to właściwie podsumowanie tego czego próbowali wcześniej i delikatna sugestia, że byli jednym z najbardziej pokręconych bandów ostatnich lat. Natomiast TBQ to projekt w dużej mierze z muzyką… hmmm… elektroniczną, i to taką do pobujania się, dla fanów Depeche Mode czy nawet Nine Inch Nais. Greg operuje tutaj tylko czystym wokalem, jeśli podobały Wam się takie projekty jak Crossess z Chino Moreno na pokładzie to koniecznie sprawdźcie ten krążek.

     

    5.CULT OF LUNA & JULIE CHRISTMAS – Mariner. To był taki album niespodzianka. Pojawił się nagle i bardzo mnie zaskoczył gdyż jest pełnoprawną kolaboracją, w której Julie Christmas (Made Out of Babies, Battle of Mice) wręcz momentami dominuje swoimi przerażającymi zawodzeniami, ale też niepokojąco pięknymi wokalizami. Gdzieś mi się kołacze po głowie współpraca Jarboe (ex-Swans) i Neurosis jako punkt odniesienia. Wyszła im kolejna znakomita płyta, mam nadzieję, że będzie mi dana kolejna okazja zobaczyć ich na żywo.

    4.KORN – Serenity of Suffering. Eksperymentowali, kombinowali, próbowali nam wmówić, że wciąż są tym startym, dobrym Kornem co kiedyś, ale nie za bardzo się to udawało. Mam wrażenie, że dopiero na najnowszym krążku panowie pokazali, że byli zespołem, który w latach 90-tych rozdawał karty. Mam wrażenie, że trochę się nasłuchali kapel w rodzaju Meshuggah, bo momentami kłaniają się djentowe patenty i ciężar, którego poprzednim albumom brakowało. A i teledyski niemałą i mocno nawiedzoną robotę odwaliły. Najlepszy krążek od czasu „Issuess”? Może lekko przesadzam, ale zdecydowanie wszystko jest tu na swoim miejscu.

    3.PERIPHERY – Periphery III: Select Difficulty. Szybko się uwinęli z nowym materiałem biorąc pod uwagę, że poprzedni krążek był podwójny i koncepcyjny. Okazało się, że wzięli całkiem sporo materiału z dawnych lat, dodali wokale, doszlifowali i… wyszło powalająco. Periphery to zespół, do którego mam straszną słabość. Uwielbiam kiedy jest ciężko, ale też mega, mega melodyjnie. Dla mnie ten band umie to wszystko idealnie wyważyć nie uciekając od djentowo-progowych połamańców. Dwa razy widziani na żywo i ciągle mi mało. Mam nadzieję, że wrócą do nas promować ten krążek.

    2.DEFTONES – Gore. Ten zespół mnie nigdy nie zawiódł. Wielokrotne przesłuchiwanie każdego z krążków utrzymało mnie w przekonaniu, że to jeden z tym zespołów, który zostanie ze mną absolutnie na zawsze, do samego końca. Towarzyszyli mi w najważniejszych momentach mojej przeszłości i towarzyszyć będą już zawsze. „Gore” to album na którym złość miesza się z depresją, ale i przepięknymi melodiami. Gdyby tylko pewna Francuska grupa nie wydała swojego fenomenalnego wulkanicznego albumu to byłoby miejsce pierwsze.

    1.GOJIRA – MagmaTak, to jest mój Album Roku 2016! Gojira nie zrezygnowała z elementów charakterystycznych dla ich stylu, ale zupełnie inaczej podeszła do konstruowania utworów. To album przepełniony żalem po utracie najbliższej osoby, a dokładniej mamy braci Duplantier. W tym roku Gojirę widziałem dwa razy i nawet nie jestem w stanie stwierdzić czy lepsza była sztuka klubowa czy podczas Capital of Rock. Po cichu liczę, że uda ich się ściągnąć na Woodstock. I to by było na tyle, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: