MENU
  • TOP 5 STANLEYA: Najlepsze blockbustery roku 2017

    Styczeń 24, 2018 5:54 pm Dodał stanley

    Blockbuster to obecnie dość pejoratywne określenie dzieła filmowego. Kojarzy się raczej z czystą rozrywką niż z kinem artystycznym, ale na moje oko obecnie sukcesy komercyjne pewnych produkcji idą w parze z artystycznym rozmachem i całkiem zacnymi fabułami. Dlatego moje zestawienie może wydać się Wam trochę „na opak” bowiem przyjąłem nieco inną skalę ocen danych dzieł. Na pewno nie znajdziecie tutaj kolejnych części Szybkich i wściekłych, Piratów z karaibów, czy Piły: Dziedzictwo, bowiem pewne seriale powinny się już dawno skończyć. O filmach, które były dla mnie ewidentnymi porażkami komercyjnymi też nie mam zamiaru wspominać, także nie będzie wpisu im poświęconego, niech odejdą w mroku zapomnienia. A teraz zapraszam do przejrzenia mojej topki!

    sphe-2209664-Full-Image_GalleryBackground-en-US-1505400373815._RI_SX940_[1]

    5.SPIDER-MAN: HOMECOMING (reż. Jon Watts). Wprowadzenie Petera Parkera do uniwersum Avengersów było jednoznaczne z tym, że prędzej czy później powstanie film o człowieku-pająku, który po raz kolejny… ups! Film nie przybliża genezy bohatera, twórcy wychodzą z założenia, że widz postać przynajmniej kojarzy i nie trzeba tworzyć kolejnego filmu o genezie bohatera, ani villaina, który koniecznie będzie musiał być jednym z tych kultowych. Choć tutaj mamy właściwie pewną paralelę, podczas gdy Peter dojrzewa i próbuje zrozumieć swoją moc i znaczenie w gronie super bohaterów, Vulture widzi wszystko z perspektywy upodlonego i sprowadzonego na margines osobnika, który odgrywa dodatkowo jeszcze jedną, zaskakującą rolę. Nie powiem bym nie czuł sentymentu do filmów Raimiego i postaci kreowanej przez Tobeya Maguire’a, ale pajęczak Toma Hollnada jest jednak najbliższy mojemu serduchu pamiętającemu zarówno komiksy jak i seriale animowane z tym bohaterem. To jest film, który jestem w stanie określić mianem „sympatycznego”, ale mającego też taką prostą głębię, z której wybrzmiewa powiedzenie wuja Bena, że „z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”.

    Guardians-of-the-Galaxy-Vol-2-wallpaper[1]

    4.STRAŻNICY GALAKTYKI 2 (reż. James Gunn). Oczywiście według prawideł rządzących tak zwanymi częściami drugimi wszystkiego jest tu więcej, jest głośniej, mocniej, bombastyczniej i jeszcze bardziej zawadiacko. Rzekłbym nawet, że brutalniej bowiem jedna scena jak na taki rozrywkowy typ filmu jest, delikatnie rzecz ujmując, pełna zgonów. Rewelacyjny jest Michael Rooker w roli Yondu, a Kurt Russel bawi się swoim wizerunkiem aż miło. Do tego jeszcze rozmaite mrugnięcia do fanatyków lat 80-tych i mamy perfekcyjną kontynuację bardzo dobrego filmu rozrywkowego. Mały Groot jest mega uroczy i wcale nie jest go za dużo, a znacznie ciekawszy stał się Drax, Dave Bautista staje się jednym z ciekawszych aktorów-sportowców, czy też kulturystów (baaardzo dobry był w Blade Runner 2049). Co ja mogę więcej dodać? Zajebisty film i tyle!

    thor-ragnarok[1]

    3.THOR: RAGNAROK (reż. Taika Waititi). Thor nigdy nie był moim ulubionym bohaterem, a dwa poprzednie filmy o nim uznaję za możliwe do obejrzenia jednorazowo, nacechowane są bowiem nieznośną pompatycznością, a sam bohater jawił mi się do tej pory dość bezpłciowo, był bo był i tyle. Moje nastawienie do boskiego superbohatera zmienił ten radosny, przygodowy i kolorowy hołd dla kina z lat 80-tych, a jest to zdecydowanie zasługą reżysera, który stworzył przecież swego czasu genialne Co robimy w ukryciu. Potyczki słowne Thora z Lokim, Hel i Walkirią są rewelacyjne, Jeff Goldblum jest w swoim żywiole, a wisienką na torcie jest udział Hulka/Bruce’a Bannera w całej tej kolorowej karuzeli. Pozbyto się tego całego patosu, jednocześnie dając widzom rozwałkę na najwyższym poziomie. Do tego muzyka robi kawał zajebistej roboty, wszystko pulsuje i ma zawrotne tempo. Do tego galeria zapamiętałych postaci z drugiego planu. Zdecydowanie najlepszy film o tym superbohaterze i jeden z najlepszych od Marvela.

    last-jedi-poster-tall[1]

    2.GWIEZDNE WOJNY: OSTATNI JEDI (reż. Rian Johnson). Odsądzona od czci i wiary to część. Fani SW nawet petycję stworzyli by z kanonu ten film usunąć. I mimo kilku momentami zbyt absurdalnych nawet jak na kino s-f scen (Leia, WTF?!) to bawiłem się przednio widząc jak kolejne zagwozdki, które mieliśmy przy okazji Przebudzenia mocy są rozwiązywane w zupełnie inny sposób niż byśmy tego chcieli. Jednych ten film przytłacza ilością wątków, scen bitew, przaśnym humorem i „przynajmniej kilkoma zakończeniami”, inni czerpią garściami z tego co w SW jest dla nich najlepsze widząc jak filmowa mitologia zdobywa nowe wymiary. Brawa należą się Markowi Hamillowi, który na nowo interpretuje postać Luke’a Skywalkera. Jeszcze bardziej intrygujący stają się Rey i Kylo, którzy będą musieli się ze sobą zmierzyć w ostatniej części nowej trylogii. Przeciwników rozumiem, zwolenników też rozumiem, a sam bardzo ten film lubię i uważam, że to kawał zajebistej gwiezdnej historii.

    landscape-1477046850-gallery-1476969046-screen-shot-2016-10-20-at-140558[1]

    1.LOGAN: WOLVERINE (reż. James Mangold). Długo spekulowało się jak będzie wyglądać obraz nawiązujący do serii komiksowej Old Man Logan, w której śledzimy losy podstarzałego ulubieńca fanów serii X-Men. Dostaliśmy film stonowany, który gdyby nie dział się w popularnym uniwersum nawet nie zostałby przeze mnie sklasyfikowany jako blockbuster. Jest ciężki, brutalny, wulgarny, brudny, to przecież drugi film po Deadpoolu, który otrzymał kategorię R będąc przecież filmem rozrywkowym. Godne pożegnanie z postacią, o której wcześniej nakręcono raczej średnio udane filmy. Takich mutantów nie znaliśmy wcześniej, nigdy nie byli tak ludzcy i zwyczajni w swojej niezwykłości. A dla odgrywającej Laurę Dafne Keen kariera po tym filmie powinna otworzyć się szerokimi wrotami. A nominacja do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany tylko podgrzewa moje emocje wobec tego dzieła, na którym szczerze płakałem. I to by było ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: