MENU
  • Trująca sprawiedliwość, czyli o trzecim odcinku siódmego sezonu „Gry o Tron”

    Lipiec 31, 2017 7:49 pm Dodał stanley

    Trzeci epizod tegorocznego sezonu GoT przynosi nam niezmiernie satysfakcjonujące sceny, naładowane po brzegi emocjami i znakomitą grą aktorską. Trup nie musi ścielić się gęsto byśmy oglądali jak na szpilkach. Co ciekawe samo spotkanie Danki z Jonem nie okazało aż tak zapierające dech w piersiach jak finałowa sekwencja z Jaimem i Olenną. Zamiast pokazać nam kolejną zajmującą czas rozpierduchę dostaliśmy kilka scen „oko w oko” wroga z wrogiem. Albo potencjalnego sojusznika. Ponownie wydarzenia z zamierzchłej przeszłości miały wpływ na to co dzieje się teraz, nie zabrakło też kolejnego reunionu, tym razem dość konfundującego, a przecież mocno oczekiwanego.

    got7.3jondany.0[1]

    NOW KISS!

    Wyobraźcie sobie sytuację, w której Jon nie ma u boku ser Davosa, a Daenerys Tyriona. Zamiast jakichkolwiek rozmów i grzeczności bylibyśmy świadkami rękoczynów. Inteligentny doradca to podstawa szczególnie jeśli przybywa się omawiać temat tak abstrakcyjny jak Biali Wędrowcy. Jon szybko przekonuje się, że nie ma do czynienia z kimś łatwym we współpracy, ale sam nie ma zamiaru ugiąć kolana przed Królową Wielu Tytułów. Wielki props za scenę ze smokiem przelatującym nad przybyłymi negocjatorami, WTF na twarzy Jona bezcenne. Ze szczytu skały obserwuje wszystko Melisandre, która jak pamiętamy zdezerterowała niedługo po ożywieniu Jona. Jej rozmowa z Varysem jest mocno sugestywna, po raz pierwszy od dawna na twarzy naszego ulubionego eunucha pojawił się strach o własne życie, słowa Czerwonej brzmiały bowiem jak swoista groźba. Meliska zdaje się wiedzieć więcej niż moglibyśmy przypuszczać. Na rozwikłanie tego wątku przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, więc powróćmy do rozmowy Danki z Jonem. Z początku wszystko jest ładnie, pięknie, kurtuazja i te spawy, ale bohaterowie szybko przeskakują z wymiany uprzejmości do wypominania kto kogo i z jakiej rodziny załatwił na amen. Jon wręcz obraża Dankę porównując ją do rozwydrzonego dzieciaka. Interweniują Tyrion i Davos, obydwoje wygadani i pewni swojego zdania. Dzięki temu zarówno Jon jak i Danka dochodzą do rozsądnych wniosków i ostatecznie Snow może sobie wykopywać smocze szkło, a Danka liczyć na to, że w razie czego będzie jej sojusznikiem. Ach, byłbym zapomniał bardzo rozbawiło mnie przekonanie  Danki, jakoby była ostatnią z Targaryenów (oni jeszcze nie wiedzą, a my tak :D). Trzeba przyznać, że między bohaterami jest bardzo naturalna chemia, której w tym odcinku mieliśmy aż nadto, tyle że w mniej przyjemnym wydaniu. To był jeden z najbardziej „trujących” odcinków GoT ever i nawet jeśli nie widzieliśmy skutków jej użycia to słowa wystarczyły by poruszyć wyobraźnię.

    Wizyta Jona zbiegła się z oblężeniem terenów należących do Lannisterów przez Nieskalanych i tutaj dopiero widać było jak wierny jest Tyrion swojej królowej mówiąc jej o tajnym przejściu. Ileż to się naczytałem, że Lannisterowie dostaną łomot, tymczasem pomoc ze strony Eurona okazała się bardzo skuteczna. Tak w ogóle to postać Eurona jest tak przekomicznie przerysowana, że aż chcę go więcej na ekranie mimo narzekań widzów. Witany niczym wielki bohater, przyprowadza Ellarię i jej córkę oraz Yarę, którą jak widać zatrzymał dla siebie. Cersei przyjmuje prezent, ale nie ma zamiaru oddać się kapitanowi Sparrowowi tak łatwo. Widzimy więc kolejną świetną scenę, w której Euron chce podkurwić Jamiego i jak najbardziej mu się to udaje (tekst o palcu w tyłku – mistrzostwo). Jak widać Cersei ponownie wybiera bardziej wyrafinowaną i totalnie nieludzką zemstę na Ellari składając na ustach jej córki zatruty pocałunek, który doprowadzi ją do powolnej i bolesnej śmierci na oczach matki. Słowa, które cedzi Szalona Królowa tak mocno działają na wyobraźnię, że aż robi się słabo. Uwięziona Sand przed swoim zgonem będzie świadkiem śmierci i rozkładu pięknej córki. Okrucieństwo Cersei nie zna granic i nic dziwnego, że jej własny brat, a jednocześnie kochanek coraz bardziej się do niej dystansuje, choć wciąż nie potrafi się jej oprzeć. Dopiero podczas rozmowy z Olenną widać, że nie jest tak zaślepiony jak mogłoby się wydawać. Scena z Olenną jest czystym mistrzostwem, bowiem staruszka już po wypiciu trucizny przyznaje, że odpowiada za zgon Joffrey’a, a zażywając truciznę wydała z siebie najpiękniejszy „łabędzi śpiew” jaki tylko mogła, chroniąc się przed torturami i z radochą na ustach „prosząc” o przekazanie Cersei informacji do czego była zdolna by chronić swoją rodzinę. Trzeba przyznać, ze Tyrellówna była badassem do samego końca i nawet umierając przechytrzyła swoich wrogów.

    Ellaria-and-Tyene[1]

    Tym paniom już dziękujemy.

    Tymczasem w Winterfell Sansa musi uporać się nie tylko z brakiem żywności i ubrań dla ludu, ale także mącącym mocno Littlefingerem, który, to trzeba mu oddać miał jeden z najlepszych tekstów odcinka. O wewnętrznej walce, o mieszaniu się wrogów z przyjaciółmi i gdyby tylko nie pojawił się Bran to pewnie nawijałby jeszcze dłużej. Ale Bran się pojawił ku rozczarowaniu tych, którzy czekali na Aryę. Bran, który z byciem Starkiem ma obecnie niewiele wspólnego gdyż jest Trójoką Wroną. Sansa robi wielkie WTF, Bran opowiada o swoich zdolnościach i jednocześnie przypomina Sansie o najgorszych rzeczach jakie ją spotkały. Nie tak miało wyglądać rodzinne spotkanie, czyż nie? Miejmy na uwadze, że w drodze jest jeszcze Arya i mam nadzieję, że panny się lepiej dogadają. A tak przy okazji, biorąc pod uwagę co widzi i wie Bran to jak bardzo przejebane może mieć Littlefinger? No właśnie, wydaje mi się, dorzuci oliwy do ognia.

    Na koniec pozostawiłem sobie kilka akcentów pozytywnych. Theon został wyłowiony przez swoich pobratyńców i mam nadzieję, że odkupi się w oczach siostry atakując Eurona. Najbardziej jednak cieszy ozdrowienie Joraha przez naszego czarodzieja Sama, który według arcymaestra Slughorna (wink, wink) wykazał się jednocześnie i głupotą i odwagą, bowiem nikt jeszcze w Cytadeli nie zaryzykował leczenia smoczej łuszczycy w takim stopniu. Zamiast wielkiej nagrody Sama czeka czyszczenie starodawnych zwojów i to z nich może dowiedzieć się o prawdziwym pochodzeniu Jona. Król Friendzone będzie mógł wrócić do swojej khaleesi i prawdopodobnie za nią oddać życie.

    W tym epizodzie pożegnaliśmy dwie postacie nielubiane (bądź obojętne) i jedną przez widzów uwielbianą, której zgonu tak szybko w tym sezonie się nie spodziewaliśmy. Obstawiam, że w czwartym odcinku polegnie Szary Robak i być może ktoś jeszcze z bardziej istotnych postaci (chociażby Yara lub Euron), choć może twórcy znów zafundują nam nieoczekiwany widok. Tak czy siak ten sezon to mnóstwo satysfakcji i powracającej karmy. Bez rozpierdolu w finale się nie obejdzie. Dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: