MENU
  • Twin Peaks nie jest tym czym się wydaje, czyli o trzecim sezonie słów kilka.

    Maj 23, 2017 7:20 pm Dodał stanley

    David Lynch to twórca przekorny i niepokorny. Krytyków i swoich przyszłych wiernych fanów zszokował surrealistycznym obrazem Głowa do wycierania w roku 1977. Trzy lata później ukazał się Człowiek słoń, z udziałem nieżyjącego już Johna Hurta w roli pokrzywdzonego deformacją Johna Merricka (był to film biograficzny). Diuna nie należała do wybitnych osiągnięć reżysera, ale też znalazła swoich zwolenników, a w obsadzie znaleźli się chociażby Sting i Kyle McLachlan, czyli nasz ukochany agent Cooper. Blue Velvet był kolejnym filmem z udziałem Kyle’a i wyznacznikiem późniejszego stylu Lyncha, który pielęgnował w Dzikości serca, Zagubionej autostradzie i Mulholland Drive. Natomiast Prosta historia skonsternowała widzów bardziej niż niejeden odlot widziany w Inland Empire swoim uniwersalizmem i nomen omen prostą konstrukcją. Lynch równie dobrze odnajduje się w przyziemnej, tak bardzo ludzkiej tematyce, jak i totalnych, odrealnionych odpałach z piekła rodem.

    Kyle MacLachlan plays FBI Agent Dale Cooper in Showtime's Twin Peaks: The Return. 

    Brakowało mi tej czerwieni i wzorzystego dywanu.

    Filmy Lyncha były w stanie przerazić bardziej niż rasowy horror i poruszyć wrażliwe struny nie gorzej od oscarowych dramatów. Jakby tego było mało tworzył też reklamy i nagrywał albumy muzyczne, nie uciekał też od filmów krótko metrażowych. Ale najbardziej wpłynął na popkulturę serialem Miasteczko Twin Peaks, który w latach 90-tych był czymś zupełnie niespotykanym. Wymykał się jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej, był bowiem mieszaniną mydlanej opery, dramatu kryminalnego, dreszczowca a nawet horroru i groteskowej komedii. Do tego zakończenie było otwarte i śmiało można je obecnie nazwać cliffhangerem. Ogniu krocz ze mną zostawiło po sobie więcej pytań niż odpowiedzi i w sumie to od lat byliśmy przyzwyczajeni, że nie poznamy na nie odpowiedzi. Że Lynch pozostawi swoje najbardziej wpływowe dziecko z tajemnicami, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Wczesne spekulacje o trzecim sezonie wzbudziły w fanach TP mieszane uczucia, od niedowierzania i nieufności poprzez entuzjazm i rozbudzenie wyobraźni i szok, że oto ponownie wrócimy do miejsca gdzie sowy nie są tym czym się wydają.

    Mamy 23 maja 2017 roku i trzeci sezon Miasteczka stał się faktem. Co prawda słowa Laury o ponownym spotkaniu za 25 nie do końca się sprawdziły, ale nie oszukujmy się, że w świecie TP czas i wymiar jest taki sam jak w naszej rzeczywistości. Z nową odsłoną serii wiązały się wielkie oczekiwania i wyobrażenia i wydaje mi się, że te najbardziej oczywiste reżyser do spółki z Markiem Frostem po prostu olali. Fani podzielili się z grubsza na dwa fronty: tych którzy uważają, że nowe TP to odgrzewany kotlet bez ładu i składu, oraz tych, którzy każdą minutę dotychczasowych epizodów chłonęli jak gąbka jarając się w opór mrokiem i surrealem wylewającym się z ekranu. Zniknęła groteskowa, mydlana otoczka całości na rzecz ciemności, brutalności i wszechogarniającej czerwieni Czarnej Chaty. Jeśli znacie filmografię Lyncha na wylot to te zabiegi nie wydadzą Wam się specjalnie oryginalne, lecz jeśli Wasz kontakt z twórczością tego pana macie pobieżny, a bardzo lubicie TP to nowe odcinki mogę być dla Was czymś na co zupełnie nie byliście przygotowani.

    qrzo1m3cdgg6pxogdclo[1]

    Kyle McLachlan rozniesie ten sezon, powiadam Wam!

    Witają nas co prawda znajome twarze, widoki i muzyka, ale wszystko wydaje się być przefiltrowane przez wydarzenia finałowego epizodu poprzedniego sezonie. Otoczenie tonie w mroku, bohaterowie wydają się zmęczeni, niektórych ząb czasu nadgryzł bardzo mocno. Jedyny jasny przekaz jaki jest nam komunikowany dotyczy ważności agenta Coopera w kontekście tego co już było jak i tego co dopiero się wydarzy. Pojawiają się galeria znanych, pokręconych postaci, ale nie brakuje też nowych, wśród których rzucają się w oczy kreowane przez znane nazwiska. Jest Ashley Judd, Matthew Lillard, Madeline Zima, Jennifer Jason Leigh, a pojawić się mają kolejne znajome na pierwszy rzut oka twarze. Część scen jest totalnie wyjęta z kontekstu i nawet trudno stwierdzić czy dzieją się w rzeczywistości, czy może są mylącą nas ściemą. Czyli podobnie jak w Amerykańskich Bogach Legionie fabuła TP jest układanką, którą każdy sobie będzie we własne ramki wtłaczać. I w której dominuje (póki co) pierwiastek psychodeliczno-surrealistyczny. Który, mam nadzieję, nie zdominuje całości. Każdy kto oglądał Lost wie jak bardzo można się zagubić w symbolach, wątkach i wydarzeniach z innych wymiarów. Esencją starego TP było wywracanie do góry nogami schematów rządzących serialami dla masowego odbiorcy.

    The Return wygląda póki co niczym jazda po bandzie po ostrych dropsach, która ma nas wystraszyć, obrzydzić i skonsternować do granic możliwości. Przy jednoczesnym idealnym odtworzeniu oldschoolowego klimatu, za co wielki, wielki szacunek. Nieprzekonanym machnę drobny spojlerek: akcja serialu dzieje się nie tylko w tytułowym miasteczku, ale też chociażby w Nowym Jorku, przy czym pokazywane w nim postacie się wielce nie różnią „dziwnością” od naszych ulubieńców. Tak więc uniwersum TP nam się jeszcze bardziej rozrosło i zdecydowanie stało się mocniej porąbane. Widać, że Lynch i Frost mają absolutną wolność artystyczną i korzystają z niech do oporu. I że nowe TP powstało głównie w celu zeschizowania dotychczasowych fanów niż by pozyskać zupełnie nowych. Właściwie to jeśli się nie oglądało serialu i filmu to nie ma się po co za nową odsłonę zabierać bo zbyt dużo jest w niej echa z przeszłości by skumać cokolwiek.

    Z mojej perspektywy zdecydowanie warto jest wrócić do lynchowskiego innego wymiaru i nie będzie to czas zmarnowany. To czy ta impresja Was porwie zależy od tego co kochaliście w tej serii najbardziej, jak mocno grają w was sentymenty i jaka jest Wasza tolerancja na artyzm i stosunek formy do treści. Ja się jaram i będę chłonąć każdą dziwaczną scenę i dalsze losy nieszczęsnego agenta Coopera. Póki co tyle ode mnie i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: