LEGION --  Pictured: Dan Stevens as David Haller. CR: Matthias Clamer/FX

W labiryncie fikcji i rzeczywistości, czyli o drugim sezonie „Legionu” słów kilka.

Pierwszy sezon Legionu trzepnął mnie w czerep z lekkim opóźnieniem siejąc taki zamęt w głowie jaki miałem później oglądając Dark. Szybko okazało się, że zupełnie bez znaczenia jest osadzenie akcji w świecie X-Menów by czerpać porąbaną radochę z oglądania go, więc jeśli nie lubicie klimatów superbohaterskich, ba, nie wiecie kim jest profesor Xavier, to bez problemu możecie sięgnąć po ten tytuł, bowiem jest on mocno indywidualną historią. Postawiłem sobie za cel w tym tekście omówić początek drugiego w taki sposób, by na luzie tekst mogły przeczytać osoby, które jeszcze nie zabrały się za sezon pierwszy. Nie uświadczycie więc jakichś drastycznych spojlerów w tekście, a jednocześnie zobaczycie obraz pod tytułem „W jakim kierunku zmierza Legion„.

LEGION -- Pictured: Dan Stevens as David Haller. CR: Matthias Clamer/FX

David jest równie skonfundowany co ja podczas oglądania.

Główny bohater, David, posiadający parapsychiczne moce uchodzi za jednego z najniebezpieczniejszych mutantów, którymi można by łatwo manipulować gdyby nie fakt, że walczy sam ze sobą. Jego życie to niekończąca się przeplatanka wytworów wyobraźni i i prawdziwych wydarzeń. Tylko, które z nich są prawdziwe, a które rozgrywają w jego głowie? Pierwszy sezon tegoż rewelacyjnego serialu bardzo mocno namieszał mi we łbie, lecz to co dzieje się w pierwszym epizodzie sezonu drugiego to czysty obłęd, totalne pomieszanie z poplątaniem, ujęte w przepięknych kadrach, kolorach, ze świetnymi scenami… tańca symbolizującymi walkę dobra ze złem. Nic w Legionie nie jest jednoznaczne, przypadkowe, ani też nie wygląda na zbyt górnolotne. Jednocześnie jest to mocno konsekwentna układanka, z pełnokrwistymi bohaterami, których choć jest całkiem wielu poznajemy dość dogłębnie. Jednak w drugim sezonie ich kreacje momentami wyglądają jak wyrwane z kontekstu, widać lukę pomiędzy cliffhangerem z poprzedniego sezonu, a openingiem drugiego. Podobnie jak David widz będzie zagubiony w gąszczu scen rodem z filmów Davida Lyncha, Alejandro Jodorovsky’ego i zalany kolorystyką rodem z największych dzieł Wesa Andersona. Naczytałem się, że pierwszy odcinek drugiego sezonu jest przerostem formy nad treścią i absolutnie nie potrafię się z tym zgodzić. Widać, że to wszystko wygląda tak dziwacznie powierzchownie i wierzę, że im dalej w głąb fabuły, tym bardziej będziemy się mierzyć z wyjaśnieniami pewnych scen i zachowań postaci.

legion-season-2[1]

Historia tylko teoretycznie zaczyna się tam, gdzie skończył pierwszy sezon.

Gra aktorska w Legionie dalej jest bardzo wysokim poziomie, cholernie miło znowu zobaczyć na ekranie Dana Stivensa jako szukającego siebie Davida, przepiękną Rachel Keller jako Syd (Sydney „Syd” Barrett, tak, jest to nawiązanie do Pink Floyd!), Jemaine’a Clementa („Co robimy w ukryciu”) szarżującego jako Olivier i absolutnie zjawiskowo demoniczną Aubrey Plazaę jako Lenny. Ten psychodeliczny bad trip robi się jeszcze bardziej uzależniający, choć jak wspominałem nie oczekujcie żadnych odpowiedzi. Pamiętam, że poprzedni sezon łyknąłem momentalnie, a biorąc pod uwagę, że do tej pory na serial składa się dziewięć epizodów to poradzicie sobie z nim w jeden weekend. O ile nie przytłoczy Was cała otoczka i zawrotne tempo zmian wątków. Jest w Legionie miejsce na romans, musical, psychologiczny horror, groteskową komedię, ciężkawy dramat, a wszystko odziane w konwencję komiksowego science-fiction, o którym łatwo można zapomnieć, że należy do x-menowego uniwersum. Same nawiązania do tamtego świata są bardzo subtelne, twórcy zadbali, by mając wybiórczą wiedzę o tym uniwersum czerpać jak największą przyjemność z oglądania. Natomiast maniacy mutantów znajdą dla siebie rozmaite smaczki, a dodatkowo mogą się zaspokoić seansem dziejącego się w tym samym uniwersum The Gifted.

Nie jestem oczywiście w stanie ocenić kondycji obecnego sezonu, gdyż dopiero się zaczął, ale pozostawiam tłustą dyszkę bowiem taką notę wystawiłem pierwszemu sezonowi tej zakręconej wizualno-fabularnej uczty. Podążajcie za legionem fanów tej produkcji, jeśli kochacie ambitne s-f. I oczywiście oczekujcie podsumowania sezonu na blogu kiedy już się skończy!

Komentarze