MENU
  • Wszyscy nienawidzą Eugene’a, czyli o siódmym odcinku ósmego sezonu „The Walking Dead”.

    Grudzień 5, 2017 10:01 pm Dodał stanley

    Większość z nas zdążyła się już przyzwyczaić do pewnego schematu panującego w TWD. Odcinki otwierające sezony są zwykle bardzo mocne, pełne akcji, w następnych akcja gwałtownie hamuje i zaczyna się rozłazić, aż do półfinału sezonu, w którym ginie ktoś istotny, następnie mamy dwa miesiące przerwy, całkiem zacne otwarcie drugiej połówki sezonu, dłuuuużące się kolejne epizody i trzymający w napięciu finał sezonu zwykle kończący się cliffhangerem. Nie inaczej jest w przypadku tego sezonu, twórcy założyli, że materiał komiksowy z okresu All Out War przeniosą na tyle wiernie i szczegółowo, że większość odcinków fabularnie skupia się na dylematach bohaterów po której stoją stronie i strojeniu groźnych min przez Negana, którego pierwotny „urok” już jakiś czas temu przeminął . Widzowie przede wszystkim narzekają na brak logicznych zachowań bohaterów, na płomienne przemowy, które mają się nijak do brutalnej rzeczywistości (chyba najbardziej zadowoleni są ostatnio przeciwnicy złotoustego Ezekiela, który stracił niemal wszystkich swoich „rycerzy”).

    the-walking-dead-season-8-episode-7-review-time-for-after[1]

    Możecie go nienawidzić, ale nie chcielibyście być w jego skórze i miotać się pomiędzy nową a starą „rodziną”.

    Ten odcinek w dużej mierze skupił się na postaci, którą fani serialu darzą bardzo mieszanymi uczuciami. Eugene to postać, która od samego początku dba głównie o swój tyłek, zdaje się być piątym kołem u wozu całej ekipy, choć przydaje się kiedy trzeba wykombinować coś bardziej skomplikowanego, czasem wręcz przypomina takiego post apokaliptycznego McGyvera tylko w tchórzliwej odsłonie. Eugene grzeje tyłek u Zbawców i jest mu tam na tyle dobrze, że stara się podlizywać Neganowi jak tylko się da. W tym epizodzie była przecież kuriozalna scena, w której próbował pocałować Negana w rękę. Eugene jest sprytniejszy niż się wszystkim wydaje i choć siły fizycznej ma tyle co kot napłakał to umie się kryć za innymi i to nas tak bardzo w jego osobie denerwuje. Jednocześnie jest to jedyna postać, która mówiąc dość rzeczowo o swoich przekonaniach wewnętrznie strasznie się miota (mamy więc scenę, w której bohater chce się upić), nie jest do końca wierna Neganowi, kłamie mu prosto w oczy. I przede wszystkim jej celem jest bycie użytecznym i docenianym, a przez co chronionym. Josh McDermitt świetnie grał w tym odcinku emocjami, szczególnie podczas rozmów z chorym Gabrielem i kiedy Dwight mierzył do niego z pistoletu na dachu. Fajna była też przebitka przy trumnie, z której wyszła w finale poprzedniego sezonu Sasha. Jestem pewny, że decyzja, którą podejmie Eugene, mam nadzieję, że już w półfinale sezonu, będzie opłakana w skutkach dla którejś z grup. Co do śmierci tej postaci to nie jest ona taka pewna, przynajmniej nie w najbliższym epizodzie.

    Tymczasem Daryl, Tara, Michonne, Rosita i Morgan postanawiają olać plan Ricka i na własną rękę dorwać Negana, co oczywiście kończy się podziałem grupki na tych myślących logicznie (brawo Rosita! w końcu zrobiłaś coś sensownego, brawo Michonne, argument z Sashą podziałał jak należy). Pozostali są jednak tak zaślepieni w swoją chęć zemsty (halo, halo, przypominam, że Morgan ma na bakier z logicznym rozumowaniem), że zapominają o tym, że jednak warto trochę poczekać, aż Rick upora się ze swoją misją. Aaaaa, jebać go, wpierdolmy się zbawcom ciężarówą w Sanktuarium i zobaczmy co się stanie XD. Tego to już jest i dla mnie za dużo. Jak się człowiek spieszy to się Negan cieszy, może i Zbawcy nie mają za dużo broni, ale póki co udało im się zatamować hordę na schodach. A Eugene może przecież wpaść na jakiś tylko dla niego oczywisty pomysł, który pozwoli na ewakuację. Tak więc tytuł głupola odcinka zdobywają niestety Daryl, Tara i (niespodzianka XD) Morgan. To się naprawdę, źle dla kogoś z nich skończy, a obstawiam, że twórcy mogą się pozbyć Morgana (jako, że ten ma się i tak pojawić w Fear The Walking Dead) i Tary, która może i jest sympatyczna, ale na dobrą sprawę dużo do fabuły obecnie nie wnosi (a ofiary być muszą).

    the_walking_dead_season_8_episode_7_1.0[1]

    Mam wrażenie, że Jadis po prostu chciała sobie popatrzeć na spoconego, świecącego klatą Ricka.

    Na koniec zostawiłem sobie dość osobliwy, żeby nie powiedzieć absurdalny wątek Ricka i Złomiarzy. Nie do końca pojmuję ideę przekabacania ich na „dobrą stronę mocy”, bowiem raz, że nie można im przecież ufać, a dwa to nie są zbytnio dobrymi wojownikami, w końcu brzydzą się brudzeniem sobie rąk. Jadis ma jakieś erotyczne ciągotki do Ricka (który swoją drogą ma niezłą klatę, przypomnijcie sobie tego chuderlaka z pierwszego sezonu). Rozwaliła mnie scena, w której powiedziała, że go wyrzeźbi, czasami to naprawdę zachodzi za daleko… Tak czy siak Rick znowu pokazał, że jest badassem i nie da sobie w kaszę dmuchać. Gdybym mógł doradzić twórcom, gdybym miał taką możliwość, to szczerze bym zaproponował uśmiercenie Negna na koniec tego sezonu. Wiem, że to jedna z tych postaci, dla których ten serial trzyma oglądalność, ale z drugiej strony TWD stało się już totalnie nierealne i Negan ma właściwie status podobny do Daryla, jest po prostu nietykalny. Właściwie to już przestałem wystawiać oceny poszczególnym odcinkom, coraz mniej mam też sił by w pełni bronić moich ulubieńców, ale jestem wierny i wierny pozostanę (wiem, że piszę to we wpisach co tydzień) i nawet jeśli te wpisy są dla garstki wiernych fanów to i tak powstawać będą. Także dzięki za uwagę i do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: