tommy-wiseau[1]

You tear me apart, James! czyli o Złotych Globach 2018 słów kilka.

Już 4 marca odbędzie się 90 gala rozdania najważniejszych nagród filmowych, czyli Oscarów. Nim jednak ona nastąpi odbywa się szereg mniejszych lub większych rozdań nagród, wśród których za najbardziej miarodajną uchodzą Złote Globy, które zasadniczo od Oscarów odróżnia to, że nagradzane są nie tylko filmy, ale też seriale. Niektóre kategorie są znacznie pojemniejsze niż te oscarowe (szczególne kontrowersje wzbudza kategoria „najlepszy musical lub komedia”, do której w tym roku załapało się zarówno The Greatest Showman, The Disaster Artist Get Out!, któremu przecież bliżej do filmu grozy niż komedii).

75th-annual-golden-globe-awards---show-63e68e6646037ad3[1]

Specjalną statuetkę otrzymała Ophra Winfrey

Prowadzącym 75 galę rozdania nagród był Seth Meyers, komik, którego karierę śledzę nieszczególnie, mającego na swoim koncie min. występy w Saturday Night Live. Nie odmówił sobie śmieszkowania zarówno ze statusu aktorów czarnoskórych w Hollywood, aktorek jako „tych gorszych”, ale przede wszystkim pociski poleciały w kierunku Harveya Weinsteina i Kevina Spaceya, co było do przewidzenia. Wypowiedzi osób nagradzanych mocno nawiązywały do głośnych spraw o molestowania seksualne, nie zabrakło otwartego nawoływania o więcej nominacji dla reżyserek, a same wyróżnione produkcje swoją fabułą w większości traktują przecież albo o silnych kobietach, albo o uciśnionych i poszukujących sprawiedliwości. Kwestią sporną pozostaje czy nagrody zostały przyznane słusznie. Nie mogę się o tym wypowiedzieć, bowiem żadnego z filmów jeszcze nie widziałem, ale znając prawidła rządzące w Hollywood po prostu widać, że wyróżnienia trafiały najczęściej do produkcji korespondujących z wydarzeniami, które miały miejsce przez ostatnich kilka miesięcy w Hollywood. A płomienne przemowy zwycięzców tylko to podkreślały.

gettyimages-902393428[1]

Ekipa Big Little Lies miała aż cztery powody do radości.

Najbardziej docenionym serialem limitowanym był Big Little Lies, statuetki odebrały Nicole Kidman, Laura Dern i Alexander Skarsgård a sam siedmioodcinkowy koncept od HBO otrzymał Glob w kategorii Best Television Limited Series or Motion Picture Made for Television pokonując min.  intrygująco zapowiadający się The Sinner i trzeci sezon Fargo. Dwie nagrody wpadły dla The Handmaid’s Tale za najlepszy serial dramatyczny oraz dla odtwórczyni roli głównej, Elizabeth Moss, wcielającej się w tytułową podręczną. Nie dziwi mnie to, że nagrody wpadły dla dwóch produkcji o kobietach walczących o swoje prawa lub próbujących zbuntować się wobec opresyjnego systemu. To że statuetka nie wpadła w ręce twórców Gry o Tron Stranger Things dziwić nie powinno, bowiem drugi sezon ST borykał się momentami z powtarzanymi patentami i w gruncie rzeczy jest czystą wizualną rozrywką, a Gra o Tron w sezonie siódmym posiłkowała się mocno rzucającymi w oczy skrótami i ostatecznie część widzów mocno rozczarowała. Za najlepszy serial komediowy został uznany opowiadający o stand-uperce The Marvelous Mrs. Maisel, wyróżniona też została odtwórczyni roli tytułowej, Rachel Brosnahan. Czy to przypadek, że nawet serial komediowy traktuje w tym przypadku o próbującej się przebić w świecie kabaretu kobiecie? No właśnie. Hasło „Times Up!” towarzyszące przemowom chociażby Ophry Winfrey, która odebrała nagrodę specjalną, kąśliwa uwaga Natalie Portman na temat nominacji reżyserskich, wyróżnienie dla Saoirse Ronan za Lady Bird, który opowiada o nastolatce-indywidualistce (film dostał nagrodę dla najlepszej komedii, pokonując min. The Disaster Artist Get Out), dla Allison Janney za bezkompromisową kreację w I, Tonya, no i przede wszystkim statuetka dla Frances McDormand za Three Billboards Outside Ebbing, Missouri, która w swojej płomiennej przemowie podkreśliła, że wszystkie jej koleżanki po fachu zaprosi na drinka na swój koszt. Wypowiedzi laureatek ale też zapowiadających poszczególne kategorie nie brzmiały jednak jak w kółko powtarzana mantra o równości, raczej czuło się tłumioną wściekłość, irytację i zmęczenie sytuacją w Hollywoodzie.

gallery-1515383221-natalie-portman-golden-globes-2018[1]

Natalie Portman wbiła szpilkę tam gdzie chciała.

Najlepszym reżyserem został Guillermo del Toro za The Shape Of Water, jego najnowsze dzieło otrzymało też nagrodę za najlepszy soundtrack autorstwa Alexandre Desplata. Ten film zapowiada się bardzo dobrze, czy będzie to historia na miarę Labiryntu Fauna okaże się już w połowie lutego kiedy to dzieło wejdzie do polskich kin. Za najlepszy scenariusz uznano tekst Three Billboards Outside Ebbing, Missouri autorstwa reżysera filmu, Martin McDonagh, który na scenie stanął jeszcze raz, na koniec wręczania, bowiem dzieło zostało uznane za najlepszy zeszłoroczny film. Było o nim głośno od dawna i raczej się nie pomylę uważając go za kandydata do absolutnego klasyka, który zgarnie Oscary w najważniejszych kategoriach. Czwartą nagrodę dla dramatu wywalczył jeden z moich ulubieńców drugoplanowych, Sam Rockwell, który autentycznie wyglądał na zaskoczonego wygraną (konkurencję miał nielichą (min. Willem Dafoe (The Florida Project) i Richard Jenkins (The Shape Of Water). Podczas tej jakże poważnie brzmiącej imprezy wydarzyła się też sytuacja absolutnie komiczna, bowiem nagrodę dla najlepszego aktora komediowego odebrał nie kto inny jak James Franco za sportretowanie ekscentrycznego Tommy’ego Wiseau w The Disaster Artist. Twórca kultowego The Room chciał zabrać głos, ale James nie dopuścił go do mikrofonu. Scena ta już następnego dnia stała się bardzo nośnym gifem i memem, nie mógłbym też nie odnotować faktu, że uważany za jednego z najgorszych twórców w historii kina Wiseau miał jednak swoje pięć minut na scenie, udzielał też długaśnych wywiadów, których oglądanie jest czystą rozrywką. Nie minął jednak nawet tydzień od rozdania, a wobec Franco zaczęły sypać się pozwy o molestowanie seksualne i zarzuty, o to, że nie powinien nosić przypinki z hasłem „Times Up!”, które przyświecało gali (a jest zwrotem oznaczającym sprzeciw, czas milczenia i zamiatania molestowania pod czerwone dywany minął bezpowrotnie). Im częściej zdarzają się zarzuty wobec aktorów tym bardziej w głowę zachodzę czy to powoli nie zamienia się w jakąś zorganizowaną akcję typu „udupić, bo go nie lubię”. Szczególnie, że jakoś wcześniej nikt się o to nie pokusił, a wobec Caseya Afflecka, który w zeszłym roku odebrał Oscara też się zarzuty zintensyfikowały kiedy trafił na tak zwany świecznik. Kocham bardzo Ewana McGregora, który skosił nagrodę za trzeci sezon Fargo, ale nie mogę przeboleć, że jednak nie wpadła ona w ręce Kyle’a McLachlana, który totalnie pozamiatał w Twin Peaks: Return. Mam też wrażenie, że bardziej wymagającą kreacją popisał się ostatnio Freddy Highmore w The Good Doctor, ale jurorzy wskazali Sterlinga K. Browna, reprezentującego This Is Us. O tym, że seriale z nurtu bardziej alternatywnych też bardzo się krytyce podobają świadczy nagroda dla Aziza Ansari za słodko-gorzki, netflixowy Master of None. Co do najbardziej poruszających wystąpień to zdecydowanie przypadło ono Gary’emu Oldmanowi, który przecież od lat słynie z niesamowitych kreacji, a najważniejszych nagród na swoim koncie nie ma. Czy jego kreacja Winstona Churchilla w Darkest Hour będzie warta Oscara przekonamy się już wkrótce.

tommy-wiseau[1]

Jak oni się ładnie uśmiechają 😀 

W departamencie najlepszych animacji bez większych zmian. Wiem, że część z Was mogła kibicować Twojemu Vincentowi, ale oczywistą oczywistością było przyznanie nagrody pixarowskiemu Coco, w którym poruszony jest przecież problem śmiertelności. Najlepszą piosenką okazało się (chyba z deczka na pocieszenie) This Is Me The Greatest Showman. Natomiast najlepszym filmem zagranicznym In The Fade z Diane Krueger w roli głównej (konkurencją był chociażby wstrząsający First They Killed My Father). Warto podkreślić, że bohaterka In The Fade także walczy o sprawiedliwość po utracie rodziny, a więc reprezentuje tak zwane „silne bohaterki”.

Co tegoroczne Złote Globy mówią nam o najbliższych Oscarach? Ano chociażby to, że będzie panować na nich podobna atmosfera, a ze sceny padną nieraz padną słowa ciężkiego kalibru. Obawiam się, że zamieszanie wokół Franco może go zdyskredytować w nominacjach, ale jeśli miałby stanąć do walki z Oldmanem, to… miałbym nie lada problem komu kibicować. Wydaje mi się, że podobnie jak na Globach The Post Spielberga przejdzie bez większego echa i jednak walka rozegra się pomiędzy The Shape Of Water Three Billboards… Nagrodę za najlepszą animację zgarnie oczywiście Coco, a co do kategorii technicznych to mocno stawiam na fenomenalnego Blade Runnera 2049, lub Dunkierkę, która przecież szczyci się bardzo naturalnymi efektami. Wydaje mi się, że do stawki nominowanych najlepszych filmów dołączą też Lady Bird The Florida Project.

Komentarze