MENU
  • Zima nadeszła w środku lata, czyli o pierwszym odcinku 7 sezonu „Gry o tron”.

    Lipiec 17, 2017 8:59 pm Dodał stanley

    Właściwie to nawet nie zdążyłem się porządnie stęsknić za Grą o tron. Nie odczułem jej braku, nie odczułem, że oczekiwanie na nowy sezon wlecze się w nieskończoność. Wynikało to zarówno z intensywnych przecieków medialnych jak i rozmów z osobami podjaranymi tą historią tak samo jak ja. Odtwarzanie sobie w głowie scen z hold the Door, Bitwy Bękartów i wysadzenia septu skutecznie sprawiało, że GoT było ze mną właściwie na co dzień. Trailery do 7 sezonu skutecznie podgrzały atmosferę i uświadomiły jak niewiele zostało do końca i jak mało bohaterów ostało się z życiem. Nie ma już czasu na wprowadzanie nowych graczy, więc większość bohaterów jakich zgony ujrzymy w tym sezonie będzie czysto pierwszoplanowa. Choć pierwszy odcinek siódmego sezonu jeszcze tego nie zapowiada i wprowadza widzów w mroczny klimat całości w dość… hmmmm… delikatny sposób.

    18055853_10154688723327734_2439713277101750608_o[1]

    Czy Szalona Królowa zginie z rąk Królobójcy?

     Odcinek zaczyna się niczym jakaś zaginiona retrospekcja z okresu po Czerwonych Godach. Walder Frey przemawia do swoich synów, ale im bardziej brnie w swój wywód tym bardziej jest on dziwniejszy… Napięcie rośnie, a w momencie w którym prawie wszyscy piją wino prócz pana domu i dziewcząt już wiadomo, że coś jest nie tak. Niby nas to wszystko dziwić nie powinno, ale fakt, że za wszystkim stoi Arya jednak robi wrażenie. Zima dotarła i do Freyów, a Arya wyrusza na swoją krucjatę po drodze spotykając żołnierzy Lannisterów, wśród których jest chociażby sam Ed Sheeran, który, jakże by inaczej, śpiewa jeden ze swoich kawałków. Trzeba przyznać, że spotkanie z żołnierzami dość strapiło dziewczynę, która otwarcie przyznała, że chce zabić królową. Zobaczyła w nich coś więcej niż tylko walczące mięso armatnie, a zwykłych ludzi, którzy po prostu są po takiej, a nie innej stronie konfliktu. Którzy nie są wrogo nastawieni do każdego kogo spotkają na swojej drodze. Wiadomo jedynie, że Arya jest konsekwentna w swoich decyzjach i obstawiam, że może podszyć się pod kogoś i spróbować zabić Szaloną Królową.

    A Królowa jak widać nie próżnuje. Jej jedynym celem jest wyrżnięcie wszystkich otaczających ją wrogów, nie ma czasu na użalanie się nad śmiercią swojego syna, którego nawet nazywa zdrajcą. Jej własny brat odczuwa przy niej niepokój i nie jest już tak ślepo zapatrzony w każdy jej krok. Mówi się, że to Jaime może odebrać jej życie, szczególnie w przypływie zazdrości o Eurona, który chciałby się z nią ożenić. Euron w nowym, nonszalanckim wcieleniu prezentuje się jako gość, który wie, że porządnie narozrabiał w przeszłości, ale liczy, że się odkuje i obiecuje przynieść dar, którym prawdopodobnie może być Theon lub Yara. Bo przecież oddanie w ręce Lannisterów nowych popleczników Danki byłoby gestem godnym sowitej nagrody, czyż nie?

    Danka tymczasem dociera do Dragonstone, miejsca, w którym kiedyś rządzili jej przodkowie. Dociera tam niemal w idealnej ciszy, chłonie monumentalne widoki i zrywa wszelakie oznaki rządów innych rodów, w miejscu, które od dawna jest jej przeznaczone. Ewolucja Danki, od nieporadnej, manipulowanej przez brata i branej przez khala Drogo kiedy mu się chciało do Matki Smoków pokazuje, że co by się nie mówiło o jej zachowaniu to jest jedną z tych, która może zasiąść na żelaznym tronie.

    Póki co jednak na horyzoncie maluje się znacznie poważniejszy „problem”, pod postacią nadciągającej armii Białych Wędrowców. Których w swojej wizji widział Bran znajdujący się obecnie na Murze, oraz Ogar, który zobaczył przerażająca wizję w ogniu. Ogar zapytał Berica dlaczego Pan Światła wciąż przywraca go do życia i najwyraźniej odpowiedź zobaczył właśnie w ogniu. Beric będzie więc bardzo istotną postacią podczas walki z Wędrowcami, o czym świadczył już trailer, gdzie pokazano nam, że jego miecz płonął. Swoje trzy grosze do pokonania Wędrowców dorzuci także Sam, który ma obecnie najbardziej gównianą robotę jaką do tej pory widziałem w GoT. Maestrowie nie żyją wcale w takich wspaniałych warunkach jak się mogło na początku wydawać. To, że Sam kiedyś zatłukł Białego Wędrowca nie uczyniło go z miejsca wielkim bohaterem, ba, kolejne nieprzyjemne przygody doprowadziły go do miejsca, w którym sprząta gówno po innych. Rzecz w tym, że jest to jedyne miejsce, w którym Sam może odkryć tożsamość Jona i mu ją przekazać, a póki co wie, że tam gdzie przebywa teraz Dany jest cała masa smoczego szkła. To chyba wystarczający powód by Jon spróbował zawrzeć sojusz? Poza tym w miejscu gdzie przebywa Sam jest też coraz bardziej przeobrażający się Jorah, a więc kolejny łącznik z Danką. Pierwszy odcinek nowego sezonu jest niczym linkowanie poszczególnych bohaterów ze sobą. Foreshadowing pełną gębą.

    Skoro już wspomniałem o Jonie to wygląda jakby coś tam już wiedział, na przykład jak rządzić w niesprzyjających okolicznościach. Już nikomu nie musi udowadniać, że istnieją Biali Wędrowcy i widzi, że to zagrożenie jest coraz bliżej. Zbiera popleczników, wybacza komu uważa za słuszne i jest na tyle pewny swoich decyzji, że nawet Sansie nie pozwala na nie wpływać. Jest już innym Jonem, bowiem jak pamiętamy był po drugiej stronie i niczego tam nie widział. To go zmieniło, sprawiło, że może pretendować do tronu. Sansa też jest o wiele bardziej silniejszą bohaterką i doskonale zdaje sobie sprawę, że Littlefingera musi trzymać na dystans, a jednocześnie nie pozwolić by odszedł za daleko. Widzi jego wężowatość i pogrywa sobie z nim, choć jak wiemy on też jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Być może powie w następnym odcinku, bowiem trailer zapowiada, że Jon się na niego rzuci.

    ru-0-r-600,600-n-add8657ff8bd7a3dd46d8077ae23fad6rGnoMLB7prze[1]

    Czuję, że Littlefinger może nie przeżyć tego sezonu.

    Ten odcinek był niczym przegrupowywanie sił, łapanie oddechu przed epickimi i zbierającymi krwawe żniwa bitwami. Niemal zupełnie nie ma tu już miejsca na sceny erotyczne, bowiem twórcy skupiają się na kulminacjach najważniejszych wątków, na doprowadzaniu historii do końca i w głowę zachodzę nad tym jak to zostanie wszystko poprowadzone jeszcze przez 6 najbliższych epizodów. Jestem wielce zadowolony z tego co nam pokazano i jak nam pokazano. Nikt nie jest bezpieczny w obliczu zagrożenia jakie nadchodzi i nie ważne czyj szkielet zasiądzie na żelaznym tronie. Wiem jedno. Każdy kolejny epizod będzie sztosem. Do przeczytania za tydzień!

    Komentarze

    Kategorie: