MENU
  • Znikające monety, karzeł i Diane, czyli o szóstym odcinku 3 sezonu „Twin Peaks”

    Czerwiec 13, 2017 7:31 pm Dodał stanley

    Dougie Jones show trwa w najlepsze. Jednych zaczęło już to bardzo nużyć, inni pochylają się nad mistrzowską grą Kyle’a McLachlana. Mnie fascynuje co wyczynia ten facet z tą jakże trudną do utrzymania w powadze kreacją. Scena w której klaszcze, a światło w pokoju jego syna to raz się zapala to raz gaśnie to małe mistrzostwo. Kroku dotrzymuje mu Naomi Watts, która skonfundowała kolesi, którym Dougie był winny hajs. Miło było zobaczyć Jeremy’ego Davisa w takiej małej, acz zapadającej w pamięć rólce (gościa uwielbiam od czasu „Lostów”). Doguie na swój sposób dokonuje rozszyfrowania malwersacji firmowych, a poza tym to jest na celowniku bardzo wściekłego i skutecznego karła, który pozbywa się tajemniczej kobiety, którą widzieliśmy w poprzednim epizodzie. I ta scena jest mega, mega krwawa i kontrastująca do tego co dzieje się prawie przez całą resztę odcinka. Który jak to w Twin Peaks bywa balansuje na granicy komedii, kryminału, dramatu, surrealizmu i horroru.

    Laura Dern in a still from Twin Peaks. Photo: Suzanne Tenner/SHOWTIME

    Diane zdemaskowana!

    Sceny które najbardziej mi się podobały to te z udziałem młodego Horne’a. Pełna napięcia rozmowa z szalonym koleżką Redem (genialny Balthazar Getty, te tiki, te ruchy! Masakra!), zabawa w znikającą monetą i nazwanie Horne’a Dzieciakiem pieczętuje późniejszy wypadek, w którym ginie mały chłopiec. Jego świadkiem jest Carl Rodd, znany z Ogniu krocz ze mną grany przez Harry’ego Deana Stantona. Carl jarając szluga podsumowuje wszystko co w naszym świecie najgorsze i w sumie to najbardziej przerażające. Ważniejsze jednak wydaje się to, że ma specyficzny dar, widzi duszę, która opuszcza ciało chłopca. To wszystko co opisuję wydaje się mocno chaotyczne, ale takie przecież w istocie jest, to wciąż są te same elementy układanki, które ni cholery do siebie póki co nie pasują. I być może nigdy nie będą pasować jeśli Lynch sobie to tak wykoncypował.

    W tym całym natłoku nowych wątków i informacji (szeryf Hawk w końcu wpada na trop swojego dziedzictwa) dzieje się rzecz dla Twin Peaks totalnie przełomowa. W końcu dowiedzieliśmy się jak wygląda Diane! Ta sama Diane, z którą Cooper tak często przed laty się kontaktował. Smutno patrzyło się na nieżyjącego już Miguela Ferrera, ale ekscytacja i tak była u mnie nielicha bowiem Diane ma twarz samej Laury Dern, z którą Lynch współpracował przy Dzikości serca Inland Empire. Generalnie w tym sezonie echa innych produkcji Lychna odbijają się bardzo często: nie brakuje nawiązań do Velvet Blue (Red kojarzy mi się z Frankiem Boothem z Blue Velvet), natomiast udział Naomi Watts momentalnie przypomina o Mulhollnad Drive. W najnowszym odcinku zabrakło mi jedynie mrocznego Coopera, zdecydowanie jest to gość, który elektryzuje widzów w każdej scenie, w której się pojawia.

    balthazar-ls[1]

    Red to postać demoniczna do kwadratu! Balthazar Getty powinien być o wiele bardziej popularny!

    Sześć odcinków za nami i wciąż jest to jedna wielka gmatwanina wyrwana z kontekstu. Ale jaka piękna, jaka nostalgiczna, a jednocześnie nowoczesna i zupełnie inna od poprzednich sezonów. Jest tyle szczegółów i nawiązań, że nie sposób tego spamiętać i spisać chyba, że analizowałoby się przez grube, grube godziny. Choć na szczegółowe podsumowanie też w końcu w moim wykonaniu przyjdzie czas. Póki co tydzień w tydzień jaram się tym co mam i chcę więcej, więcej, więcej. Nawet jeśli samego klimatu miasteczka jest tutaj niewiele i dużo scen rozgrywa się w poza peaksowej scenerii. No i kult kawy trwa w najlepsze, donuty też się przewijają i generalnie już nie czuję, że postacie są tutaj powrzucane od czapy. Ode mnie na dziś tyle, do przeczytania next time!

    Komentarze

    Kategorie: